Najnowsze komentarze
 
2015-12-04 17:46
H.L. Rogowski do wpisu:
Recenzja powiesci Kręte drogi
Dziękuję i pozdrawiam...
 
2015-02-11 13:26
Jakobądź do wpisu:
Recenzja
A ma pan na to jakieś dowody?
 
2014-12-25 20:46
Henryk L. Rogowski do wpisu:
Recenzja
Ta książka w konkursie międzynarodowym przegrała tylko z Imię Róży, Umberto Eco, więc nie[...]
 




 
Nazywam się Henryk L. Rogowski. Jestem pisarzem i poetą. Mieszkam blisko Łodzi... Jestem honorowym członkiem Polish American Poets Academy.
 



Kategorie
 
Ogólne
 




Archiwum
 
Rok 2011
 

 
Rok 2010
 

 
Rok 2009
 

 
Rok 2007
 


2011-04-19 11:08
 Oceń wpis
   

 

 
2011-01-13 08:26
 Oceń wpis
   

 

Powieść przygodowa, której akcja rozgrywa się w okresie bitwy pod Grunwaldem.

 

„Burzliwe lata” to klasyczna powieść historyczna. Przenosi czytelnika na ziemie polskie początku XV wieku. Okres przełomowy w dziejach Polski. W czas panowania króla Władysława Jagiełły.

Od kilkudziesięciu lat na ziemiach polskich Zakon Krzyżacki sieje niepokój. Jego poddani są bezprawnie napadani, grabieni i mordowani. W roku 1404 Problem spiętrzył się do poziomu, który wymaga zdecydowanej interwencji króla.

Książka rozpoczyna się od sejmiku w Krakowie, na którym ma pojawić się sam król. Przybywają tam, po podróży pełnej przygód i starć z Krzyżakami, główni bohaterowie książki - imć Zembrzuski, dowódca oddziału zbrojnych, eskortujących pana Kalesantego herbu Działosza. Pragną postawić przed oblicze Jagiełły, pojmanego jeńca krzyżackiego Zygfryda, by udowodnić, iż to właśnie zakonnicy w białych płaszczach z czarnym krzyżem są sprawcami rozbojów i niepokojów na ziemiach Korony i Litwy.

Tak zaczyna się ta niezwykle ciekawa powieść. Bogata w intrygi, opisy bitew i starć, ale i wciągająca czytelnika wspaniale wplecionymi wątkami miłosnymi i niezwykle plastycznymi opisami przyrody. Znaczącą wartością „Burzliwych lat” jest wierne trzymanie się prawdy historycznej, którą autor pieczołowicie odtwarza na kartach swej książki.

Losy Krzyżaków na ziemiach polskich są znane wszystkim, lecz w odbiorze tej powieści ów fakt nie stanowi żadnej przeszkody. Autor dołożył starań by znany okres w dziejach przedstawić w sposób nietuzinkowy i intrygujący. Czytelnika zachęca niezwykle mistrzowsko dozowana dramaturgia oraz wciągająca, dynamiczna akcja. Wszyscy miłośnicy historii i przygód będą usatysfakcjonowani.

Gdzie zaprowadzi bohaterów książki walka z zakonem krzyżackim, do jakich heroicznych czynów będą zmuszeni by przeciwstawić się podstępom wroga, jakich poświęceń będzie wymagała miłość ojczyzny, honor i wierność? Tego właśnie dowiemy się z kart „Burzliwych lat” Henryka Longina Rogowskiego.

Wydało Wydawnictwo Liber Novus

Więcej informacji o książce na stronie:
http://www.libernovus.pl/ksiazki/burzliwe-lata"

Adres http://www.libernovus.pl/ksiazki/burzliwe-lata
 

 
2010-12-08 18:53
 Oceń wpis
   

 

Niespodzianka Świąteczna: http://henrykrogowski.blog.onet.pl

 
2010-11-10 08:17
 Oceń wpis
   


Postaw pomnik w sercu

lecz nie przy ulicy.

Najlepiej u dziecka

niechaj Ono ćwiczy.

Dobro, miłość

nie przez pomniki

ale poprzez wrażliwość

i inne dotyki.

Poprzez mądrość, zrozumienie

ludzi i świata

Poprzez miłość nie tylko do własnego brata.

 Bo pomnik to symbol,

lecz dobre przyzwyczajenie,

o wiele więcej warte

na życiowej arenie.

I to staraj się przekazać jemu.

Najlepiej wszystkim

nie tylko jednemu.

 

Henryk L. Rogowski

 

 
2010-07-28 16:07
 Oceń wpis
   

Na Strona Sztuki.pl dwadzieścia moich wydanych książek do poczytania, lub kupienia w wydawnictwie. Pozdrawiam serdecznie... autor - Henryk Longin Rogowski.

 

ELIZABETH Passion

http://www.elizabethpassion.com/ -

piękno na nową drogę życia...

 

 
2010-05-08 21:29
 Oceń wpis
   

 http://www.stronasztuki.pl/ksiazka/henryk-longin-rogowski/burzliwe-lata/139.html

 

 
2009-04-22 13:09
 Oceń wpis
   

 http://www.libernovus.pl/

http://www.libernovus.pl/ksiazki/burzliwe-lata

Czyta aktor - Eugeniusz Korczarowski.

 
2009-01-09 22:22
 Oceń wpis
   

 Recenzja

Doktor Nauk Historycznych Leszek Szymański, USA

W obecnie niezwyklej, bo trzytomowej powiesci p.t. Kręte drogi – mozna znalezc wiele prawd historycznych, a równiez sledzic losy Michala, chlopca znalezionego w stepie, ktorego wychowal szlachcic polski, a ktory poprzez gorliwosc w sluzbie dla Rzeczpospolitej, zdobywal zaszczyty i uznanie u wielu wielmozow, a szczegolnie u krola Jana Kazimierza. W ksiazce przeplataja sie losy Rzeczpospolitej z miloscia i walecznoscia, bo niewatpliwie, byl to przelomowy okres polskiej historii, gdzie takie sploty czesto sie zdarzaly.

*****

Po przygotowana do druku powiesc historyczna Henryka Longina Rogowskiego siegnałem ze szczególnym zainteresowaniem, dzieki uprzejmosci autora i rozmowach z autorem za pomoca internetu. Ksiazka tyczy trudnych czasow w dziejach narodu, a autor rzeczywiscie nadzwyczaj ciekawie i niezwykle obrazowo opisuje zmagania wojow polskich z Tatarami, kozakami Chmielnickiego i wreszcie Szwedami. Autor swiadomie zmierzyl sie z trylogia sienkiewiczowska i smiem twierdzic, z sukcesem. Niestety z punktu widzenia wydawniczego dzis inne czasy, niz gdy powstawala Trylogia. Henryk Sienkiewicz wpadl w odpowiedni moment historyczny, no istniala potezna grupa potencjalnych czytelnikow.
 Książka Henryka Longina Rogowskiego to nie tylko powieść, którą „swietnie sie czyta”. To przede wszystkim bardzo dobra i ciekawa relacja o tamtych czasach, czasach szczegolnych, o przywarach Polakow i wasniach, wreszcie o milosci bohatera powiesci do Anny, dziewczyny pochodzacej z rodu szlacheckiego. Lekkosc piora autora w opisywaniu zdarzen zadziwia, niezwykle obrazowo opisuje bitwy, jak rowniez mozna zachwycic sie opisami pieknej ziemi polskiej, najezdzanej i grabionej w tamtych czasach. Oslabiony narod, nekany chorobami i wieloletnimi zmaganiami z ordami tatarskimi, a potem z kozakami, staje do walki z nawala szwedzka. I tu znow zadziwiaja opisy autora, opisy zmagan, ktore trwały wiele lat. Autor swiadomie obrazuje kwestie patriotyzmu i swiadomosci narodowej, szczegolnie widoczne w czasach panowania króla Jana Kazimierza.
Szczegolne okrucienstwo i napascie na bezbronna ludnosc przyczynily sie do ostatecznego zjednoczenia się wiekszosci Polakow przeciwko najezdzcom. To był właśnie czas, w ktorym rodzil sie typ patriotyzmu, ktory dawal szanse na przetrwanie i zwyciestwa. Bardzo zywe i barwne opisy w ksiazce, oraz ciekawe watki, chocby milosne, stanowia o jej wartosci. 
Polecam Państwu ta ksiazke, a wydawcow zachecam do pochylenia się nad nia, bo jest to powiesc pisana z wielkim rozmachem i talentem, a jednocześnie z olbrzymia swiadomoscia przekazania wartosci, szczegolnie mlodym czytelnikom. Choc wlasnie ten punkt jest bardzo dyskusyjny. Czy wartosci sienkierwiczowskie a jednoczesnie Rogowskiego okazaly sie obiektywnie pozytywne? Musze tu zrobic dygresje.
Czy chodzaca gilotyna zwana Longinusem Podbipieta jest czyms do nasladowania.
Czy mdlawy romans Skrzetuskiego jest interesujacy? Czy prawda historyczna zostala rzeczywiscie uchwycona, jesli to w ogole mozliwe? Czy nie istnialy inne rozwiazania procz wyczerpujacych bojow ? Czy nie lepiej bylo zaakceptowac szwedzkiego najezdzce, czy uznac szlachte kozacka za rowna polskiej?
Czy polskie okrucienstwa nie rownaly sie okrucienstwom naszych wrogow?
I czy nasze sukcesy nie zakonczyly sie ostatecznie straszliwa kleska rozbiorow? Powinien sie nad tym zastanowic kazdy czytelnik mimo fascynacji obrazem stworzonym przez Rogowskiego, ktory sila swej wyobrazni narzuca nam swoje spojrzenie na przeszlosc?

Wszelkie zestawienia z mistrzem prozy polskiej Henrykiem Sienkiewizem moga wypasc negatywnie, a pozytywy moga zostac niedocenione. Nie kazdy lubi Sienkiewicza, ktory popelnil mnostwo omylek i ktorego trylogia bywa mocno naiwna i niescisla historycznie.
Osoby, ktorym pisarstwo Sienkiewicza nie odpowiada, moga z gory odrzucic prace Rogowskiego bez wzgledu na jej zalety.
Milosnicy Sienkiewicza moga zauwazyc usterki wybaczane mistrzowi. Moga tez docenic i zalety.
Dla milosnikow Sienkiewicza „Krete drogi” moga byc delicja.
Mozna Rogowskiemu tez zarzucic, ze jest epigonem. Zarzut jednak dosc dwuznaczny, gdyby mnie ktos zarzucil, ze jestem epigonem Boleslawa Prusa, przyjalbym to za komplement.
A komplement nalezy sie Rogowskiemu. Moze wiecej niz komplement!  
Leszek Szymanski, Doktor Nauk Historycznych, USA

*******

 

 
2007-10-12 10:15
 Oceń wpis
   





Pogładził ją ręką po włosach i tak w jechali w milczeniu. Zapadła noc, więc Zembrzuski nakazał zsiąść z koni, warty wystawić i odpoczywać. Cisza po chwili zapanowała w obozie, a w dali ozwał się głos puszczyka.
- To nasi zwołują się - pomyślał Zembrzuski.
Wyczerpani jazdą posnęli. Noc jak zwykle szybko i spokojnie minęła. Rankiem Zembrzuski wysłał jednego z wojów od Dokutowicza do tych, którzy zostali na skraju lasu, opodal zamku.
- Jedź do nich i z nimi ostań. Drogi tu znasz, boś stąd, a gdyby coś się działo dajcie znać.
Po chwili śladu po nim nie było, bowiem znał na pamięć te drogi i przejścia w lesie. Pilnowali tu zawsze, odkąd Krzyżacy na tę ziemię przybyli. Nigdy im nie dowierzali. Teraz dojechał na skraj lasu.
- Nie ma nikogo z naszych - pomyślał.
Dopiero, gdy tamci dali mu znak, dostrzegł, że byli dobrze ukryci.
- Komendant przysyła mnie do was - zagadał.
- Ukryj się w tej kupie gałęzi.
Po chwili nastała cisza, ale również i taka cisza panowała na drodze biegnącej od zamku krzyżackiego. Gdy słońce wysoko już stało, zobaczyli wóz jadący drogą. Jechał traktem od zamku. Było widać dwóch ludzi. Jeden szedł obok wozu, drugi zaś siedział na wozie. Ten, który szedł widać było, że wypatruje kogoś w oddali. Nagle zawrócił wozem i zmierzał wprost pod bramę zamku. Kilka par oczu patrzyło na nich ze zdziwieniem. Dość długo stał wóz, nim brama została otwarta, by wtoczyć się na podwórzec zamkowy.
- To z pewnością kupcy, ale dlaczego minęli zamek, by później wrócić do niego? - Zagadał jeden z ludzi zalegających przy drodze.
- Nie zaprzątaj sobie waść tym głowy - rzekł ten od Dokutowicza. - Mamy pilnować Krzyżaków.
Na raz brama znów się rozwarła i z zamku wyjechało dwóch zakonnych.


Książka wydana w Polsce - Strona Sztuki

   

Książka wydana w USA




 

 
2007-10-12 10:09
 Oceń wpis
   

Powieść

Pamiętne chwile

Rozdział I


Był piękny maj, gdy zacząłem pracę, jako czternastoletni chłopak u Państwa Goldman. Pan Goldman miał małą fabryczkę w Łodzi, manufakturę, gdzie wyrabiano przeróżnego rodzaju materiały. Ja zaś zajmowałem się ogrodem państwa Goldman i cieszyłem się bardzo z tej pracy, bowiem w domu naszym była bieda, gdyż ojciec odszedł od nas, a matka podupadała na zdrowiu. Już na drugi dzień w ogrodzie spotkałem Ritę, córkę państwa Goldman i to ona podeszła do mnie – pytając.
- Ojciec cię zatrudnił u nas?
- Tak – odpowiedziałem.
- To jestem bardzo rada, bo podobasz mi się – powiedziała z lekkim zawstydzeniem, który dostrzegłem na jej twarzy.
- I ty mi się podobasz - odpowiedziałem natychmiast i mam nadzieję, że zostaniemy przyjaciółmi.
- I ja mam taką nadzieję – powiedziała i pobiegła do pałacyku, który stał w końcu ogrodu.
- Ładna dziewczyna – pomyślałem sobie, lecz nawet w myślach nie wierzyłam w to, że ja, biedny chłopak, mogę często rozmawiać z Ritą.
W domu państwa Goldman pracowało więcej osób ze służby, którzy polubili mnie i często w kuchni dostawałem smakowite jedzenie, które ukradkiem pakowałem, by zanieść chorej matce. Martwiłem się o nią, a ona często mi mówiła.
- Synku, jak ci tam jest, czy nie za ciężka to praca dla ciebie?
- Nie mamo - odpowiadałem, lubię ten dom i atmosferę w nim, lecz ni słowem nie wspominałem o Ricie.
I tak mijały lata, lata jakże urocze dla mnie, gdyż zaprzyjaźniłem się z Ritą. A później przyszedł ten nieszczęsny wrzesień i miasto Łódź zamieniło się w Litdsmanstat. Straciłem pracę, bo Państwo Goldmanowie pośpiesznie opuścili dom, zabierając ze sobą Ritę.
- Może się jeszcze spotkamy, Wiktorze – rzekła do mnie na pożegnanie.
                                                     Tak z pewnością bedzie.
- Miałem taką nadzieję, choć wiedziałem, że będzie to trudne, ale tak powiedziałem, bo cóż innego, mogłem powiedzieć.
Później widywałem żołnierzy niemieckich na ulicach miasta i znów bieda zawitała do naszego domu. Pewnego razu, późnym wieczorem, ktoś zastukał do naszych drzwi. Otworzyłem je i stanąłem blady ze zdziwienia. Przede mną stała Rita z tobołkiem na plecach. Miała łzy w oczach.
- Co się stało? – spytałem.
- Mamę i tatę wywieźli. Przyszli nocą i pognali ich do auta, a mnie się udało cudem uniknąć aresztowania. Nie wiedziałam co począć, ale pomyślałam sobie, że tylko ty Wiktorze możesz mi pomóc.
- Pewnie, że ci pomogę, choć ciężko mamy w domu.
- Ja wiem, gdzie tato ukrył przed wyjazdem naszym wszystkie kosztowności w ogrodzie, więc możemy z nich korzystać, tylko trzeba to prędko zabrać.
- Ale z tego co wiem, teraz w waszym domu stacjonują żołnierze Wehrmachtu, więc nie będzie to łatwe.
- Musimy coś zrobić Wiktorze, by ratować mamę i tatę, lecz jak tego dokonać, nie wiem.


Od wielu lat interesuję się II Wojną Światową.
Zwłaszcza dwa tematy stały się moją pasją:
historia Kedywu KG AK - w tym akcje bojowe oraz działania
zgrupowania "Radosław" w dniach wojny. Drugim obiektem
moich zainteresowań jest główny przeciwnik Kedywu:
SS i policja niemiecka.
Do tego dochodzi oczywiście cała gama tematów
pokrewnych, bo nie sposób zrozumieć całej złożoności
najazdu hitlerowskiego bez poznania historii polskiej i
konspiracji lat 1939-1944. Podobnie jest z SS.
Zaczęło się od tego, że jak większość Polaków nie
odróżniałem SS od Gestapo, a głównym źródłem mojej
wiedzy były filmy wojenne i nieliczne książki fachowe
omawiające ten temat. Na podstawie polskich filmów trudno
 było zrozumieć "kto jest kto" - nasi filmowcy też mieli z tym
 wiele problemów:) Jednak "krok po kroku" wgryzałem się w zawiłą historię
"działania NSDAP". Zaczęło się oczywiście od
mundurów - ta sprawa interesowała mnie najbardziej... 

Książka wydana w Polsce - Strona sztuki   





 
2007-10-12 09:20
 Oceń wpis
   



Solidarność - to znaczy: jeden i drugi, a skoro brzemię,
to brzemię niesione razem, we wspólnocie.
A więc nigdy: jeden przeciw drugiemu.
Jan Paweł II
Gdańsk-Zaspa, 12 czerwca 1981   

Henryk Longin Rogowski

Prawda i Prawda

Tom I

1980 - 1990 rok


Rozdział I


Gdańsk, miasto gdzie się urodziłem. Tu uczyłem się do końca sierpnia 1980 roku, roku w którym działo się wiele, roku który wielu ludzi postawił na piedestale, a innych w beznadziejnej sytuacji, jeszcze innych w więzieniach, lub grobach, mimo ich młodego wieku, a jeszcze inni żyli i przeciwstawiali się rzeczywistości brutalnej i niechcianej. W roku 1980 pisaliśmy z kolegami maturę i nieświadomi czasów, które miały nadejść, snuliśmy marzenia, podczas naszego ostatniego spotkania. Byliśmy u mego kolegi Tomka, którego ojciec był adwokatem, niezmiernie zajętym w tych czasach. Pamiętam jak dziś, było nas wtedy dwunastu. Dwunastu ludzi młodych, energicznych i pełnych planów na życie, pasji, i chęci do pracy. Wtedy to Rysiek, Marcin, Andrzej i Tomek przekonywali nas, by nadal się uczyć. Ale ja miałem inne plany, takie, by jechać do stolicy, znaleźć pracę i wreszcie zarabiać, oraz odkładać na przyszły dom i rodzinę, którą w przyszłości chciałem założyć. Te właśnie plany ułatwiała mi ciotka, która wyraziła zgodę, abym u niej zamieszkał. Ciotka była osobą samotną, gdyż wuj zmarł przedwcześnie i ta samotność bardzo jej dokuczała.
Często o tym słyszałem, gdy przyjeżdżała do nas z gościną. Wtedy ojciec mój, tak do niej mówił.
- Skończy Antek szkołę, to weźmiesz go do siebie. Zobaczysz, że to dobry chłopak i uczynny, to i pomoże ci w życiu.
W Warszawie pracę znajdzie, a ty będziesz miała wreszcie do kogo usta otworzyć. Zobaczysz, zaraz zmieni się twoje życie, tylko nie pozwalaj mu za wiele. Musi on wiedzieć, tak jak i tu w domu, co to karność.
- Dobrze, już dobrze - odpowiadała mu ciotka. - Będę o tym pamiętała, przyrzekała ojcu.
I wreszcie przyszedł dzień, ale przedtem umówiliśmy się na spotkanie, za dziesięć lat u Tomka w domu. Pierwszy września był tym dniem, w którym mieliśmy się spotkać, a dom Tomka wydawał się nam miejscem najodpowiedniejszym na ziemi. Już wtedy, byliśmy ciekawi rozmów o naszych losach, które miały nadejść. A tu i teraz działo się wiele. Odbywały się wiece, zebrania i marsze uliczne, oraz niekończące się protesty słyszane wszędzie. A później, spakowany przez matkę siedziałem w pociągu jadącym do stolicy. Spieszyli się rodzice z tym wyjazdem, a ja wiedziałem, jaka przyczyna ich ponagla, abym pośpiesznie opuścił Gdańsk. Wreszcie pociąg ruszył i serce zabiło mi mocniej.
Jechałem na spotkanie z tym, co miało spotkać mnie w życiu i nie na spotkanie z marzeniami, lecz z rzeczywistością, która była przede mną.

Posłowie.

Walczyłeś zaciekle Polaku za wolność, za kraj,
by była w nim normalność, taka jak się marzy.
Więc teraz ją masz i serce w to daj,
byś mógł żyć, chować dzieci z radością na twarzy.
Idą te lata i z nimi obawy,
czy podołasz narodzie i co wywalczyłeś nie spłonie.
Czy będziesz skory do pracy i zabawy,
czy też oprzesz głowę na zwiotczałe dłonie.
Bo te czasy przed tobą, to znów walka o byt i przetrwanie
Mówię to cicho i wierzę, że nowy kraj, nowa Polska powstanie...



Książka wydana w Polsce - Strona Sztuki


 
2007-01-07 06:24
 Oceń wpis
   








Fragment z II tomu

Rozdział XI

Wreszcie przyszedł oczekiwany dzień, w którym książę elektor Fryderyk Willhelm po zawarciu traktatów wawelsko - bydgoskich zgodził się odstąpić. Na tą wieść radość przyszła, choć trzeba było oddać Prusy Książęce i dać w lenno Lębork i Bytów, ale było to radosne, że siły przeciwne uszczuplone były znacznie i straciły na sile. Król zadowolony z wyniku rokowań i takiego obrotu sprawy, prowadził rozmowy z wielmożami, co do dalszych starań o wolną Rzeczpospolitą. Michała na jego prośbę wysłał do Połańca, jeno w rozmowie powiedział.
- Twój to był pomysł, aby z księciem elektorem paktować. Widzisz, wielmożom trudniej oddać ziemię, niźli mój tron. Tak z rozmów z nimi wynika.
Michał słuchał nie przerywając wywodów króla, a ten ciągnął swym cichym głosem dalej.
- Nie oni siedzą na tym tronie, tedy o niego nie dbają należycie. Co innego ty, wojsko moje, Czarnecki. W was mam oparcie i chwała Bogu za to. A tobie nie złoto winny jestem, bo było ono nie potrzebne na szczęście, by elektor przeszedł na naszą stronę, ale winny ci jestem nie mniej, niźli ono warte, bo wiem, że oddałbyś je za mnie i Rzeczpospolitą. Mówże, co cię ciągnie do Połańca.
Michał opowiedział królowi o ciotce i o Annie i o wszystkim co wydarzyło się w Połańcu. Król słuchał w skupieniu, a kiedy Michał skończył, podniósł głowę do góry i rzekł.
- Widzę, że nie tylko umiesz na wojnach wygrywać, nie tylko na wojnach umiesz jednoczyc sobie ludzi, którzy cię miłują.
- Wasza Wysokość nie zauważył, że jedną bitwę przegrałem.
- Zauważyłem, ale na tą bitwę nie miałeś wpływu, choć gdybyś się solidnie do niej przygotował, ambicję przełamał, to i ją mógłbyś wygrać.
- Nie, Wasza Wysokość, bo wtedy byłem nikim, podrzutkiem ze stepów, jeno uroda mi w życiu dopisała i to jej zawdzięczam, że choć krótko byłem z Anną, byłem wtedy szczęśliwy, za bardzo szczęśliwy.
- Chcesz, abym ją uwolnił? Mam dług u ciebie niemały. Pamiętam o tym i myślę, jakby go spłacić, ku twemu zadowoleniu.
- Wasza Wysokość, nie mogę jej wybaczyć. Połaniec mój w darze za serce, jak to określiła ciotka Anny, ale ona poniżyła mnie i upokorzyła. Poniżyła mnie, bo byłem i jestem człowiekiem nie z rodu znamienitego, jak ona. I choć nie mogę jej wybaczyć, rozumiem jej postępowanie, boć młodą była i nadal jest i brak jej wiedzy o życiu, o jego wartościach.
Król słuchał w skupieniu, podparłszy głowę ręką, ale gdy Michał skończył długo tej głowy nie unosił, zdawało się tak, jaby zasnął. Wreszcie - powiedział.
- Mów dalej, lubię cię słuchać, bo i jest, czego, mądre słowa mówisz. Mogą ci nie jedni zazdrościć tej wiary w życie, tego zrozumienia dla innych i dbałość o nich większą, niźli o siebie i swoje interesy. Powiesz słowem, a każę ją uwolnić, boć przecież powiedziałeś, że nie możesz jej wybaczyć tylko tego, co dla ciebie uczyniła.
- Wasza Wysokość jak zwykle mnie zrozumiał. Nie mogę jej wybaczyc i być z nią, lecz mogę ją zrozumieć. Jednak chciałbym, by wiedziała, że to ja wstawiłem się za nią Najjaśniejszy Panie i za me zasługi nie dobra żem wybrał, jeno jej wolność.
Król znów miał głowę podpartą i długo jej nie podnosił, a wreszcie podniósł ją i rzekł.
- Chcesz sam to zrobić i jechać z mym listem?
- Nie, Wasza Wysokość. Pojadę teraz do Połańca, by zobaczyć jak zarządzają majątkiem i czy rad nie potrzebują. Ciągnie mnie tam, Wasza Wysokość, przed grobami stanąć tych, do których dworek w Połańcu należał i przed grobami wszystkich, którzy tam pomarli, lub zginęli.
- Tedy jedź, a ja każę Annę Piekutowicz przed sobą postawić, bym mógł sam osobiście jej to oznajmić, komu zawdzięcza wolność i opuszczenie twierdzy lubaczowskiej. Gdy usłyszy te słowa, wiele zrozumie, bo i wiele przeszła, a i lat jej przybyło i rozważań w odosobnieniu. Na pewno zrozumie o wiele więcej pułkowniku, niż gdyby siedziała nadal w baszcie karę odbywając, a wina jej, choć niebagatelna, będzie darowana z twojego i tylko twojego poręczenia. I to jej powiem osobiście.

Książka wydana w Polsce - Strona Sztuki